http://bdta.pl/files/gimgs/th-72_bdta69.jpg
http://bdta.pl/files/gimgs/th-72_P1130747.jpg

BDTA LXIX / 17.05.2015 / Recycled Tape [33]
Andrzej Baphomet to pseudonim Adama Witkowskiego, artysty dźwiękowego zaangażowanego w takie projekty jak Nagrobki, Gówno, Wolność i Langfurtka. Płyta solowa pod enigmatycznym tytułem "Flamenko to moje życie" kojarzyć się może z post-yassowym zlewem muzyczno-słownym charakterystycznym dla niektórych aktywności totartowych.

Witkowski pozlepiał podkłady dźwiękowe z rozmaitych, często nieprzystających do siebie elementów, czasem pozbawionych rytmu, często lekceważąc kwestie harmonii czy melodii. Znajdziemy tam i hiphopowe rytmy, syntezatorowe skrawki, pojedyncze zsamplowane lub nagrane dźwięki ułożone w psychodeliczny, niepokojący kalejdoskop (a może raczej galimatias).

Baphomet jest cyniczny i prześmiewczy. Śpiewa (a raczej recytuje) "Ty gówno wiesz, ty gówno rozumiesz, nie wypowiadaj się" ("Niewiele wiesz"), albo "Nie bój się boga, tylko bóg ci rękę poda, co prawda nie w urzędzie skarbowym" ("Nie bój się boga"). Drwi z hejterów, ze stereotypów, z utartych schematów myślowych, z uczuć, z psychologii i gdzieś tam, między wierszami, pewnie drwi też trochę z siebie.

Mimo quasi-kabaretowego charakteru album Baphometa nie rozwesela, ale zostawia z jakąś rozdrapaną raną (podobnie jak np. pierwszy album Kur pt. "Kablox - nieslyna histaria"). "Flamenko to moje życie" to zbiór siedemnastu abstrakcyjnych miniatur dźwiękowych, psychotycznych haiku, krótkich i brutalnych dekonstrukcji. Nie wiem, czy da się tę płytę (a w zasadzie kasetę magnetofonową) przesłuchać w całości jednym ciągiem i pozostać przy zdrowych zmysłach. Lepiej chyba dozować - jak leki psychotropowe. (Borys Kossakowski - trojmiasto.pl)